Nasze polskie wakacje

Kochani, witajcie! 
Po długiej przerwie, wiem. 
Ale jeśli martwiliście się, czy przypadkiem nic mi się nie stało, to nie... Mogę Was zapewnić, że wszystko jest w jak najlepszym (jak na nasze standardy) porządku. Chociaż zastanawiam się i wyjść z podziwu nie mogę, jak to się dzieje, że ludzie tacy jak my (ja i tata M.), z dosłownie - śladowymi ilościami cierpliwości we krwi, jeszcze się nie pozabijaliśmy... no a Młoda nie biega z rozbitą głową (tfu, tfu... gdzie tu niemalowane drewno?), w końcu tyle razy w ciągu dnia upadnie, że już przestałam to liczyć.


Hm.. tak. Wybraliśmy się na krótkie "wakacje-niewakacje" do naszej ulubionej środkowoeuropejskiej destynacji. Niektórzy, wybierają Chorwację, inni Hiszpanię czy Włochy. Ci bardziej szastający złotymi monetami wybierają odleglejsze zakątki, jak ...ta część USA... (Mózg mi się kurczy...) Hawaje, tak. A my, wybraliśmy się do Katowic. W sumie, nie ma co narzekać. Ryneczek pięknie odnowiony. Rawa już nie odpycha swoim wątpliwym aromatem. Elegancko odnowiony plac i palmy, niczym na Gran Canaria! No nie zakochaj się w tym miejscu...





Nie przedłużając jednak, pokrótce opowiem Wam, jak spędziliśmy te urocze dwa tygodnie (dwa tygodnie...? serio?), albo chociaż ich część, bo tego jak siedzieliśmy w domu i leniuchowaliśmy za wszystkie czasy sobie odpuszczę. 

Kraków - miasto artystów

Wiadomo, chyba każdy z nas był tam przynajmniej kilka razy w życiu. Wycieczki ze szkoły, później ze znajomymi, bo to fajne miejsce, bo wypada je znać i od czasu do czasu się w nim pojawić. W ramach akcji "Tata Poli poznaje Polskę" tym razem i my wybraliśmy właśnie to miejsce. (M. jest Słowakiem, jeśli ktoś jeszcze nie wie, a ja starając się go trochę spolszczyć zabieram nas od czasu do czasu w jakieś fajne miejsca...) Do Krakowa wybraliśmy się... pociągiem 🚂. Miała być zabawa. Pola miała zobaczyć ciuchcię, taką prawdziwą, nie na obrazku... I dla uatrakcyjnienia całej zabawy, przejechać się nią. Nie szkodzi, że autem dotarlibyśmy do miejsca docelowego za trochę ponad godzinę, a liniami kolejowymi byliśmy tam za prawie trzy. A że z Dworca Głównego do hotelu (byliśmy tam trzy dni) Google Maps pokazuje 40 minut pieszo? Super, przejdziemy sobie przez Rynek, zobaczymy Kościół Mariacki i Sukiennice, potem pójdziemy zobaczyć smoka pod Wawelem, a potem tylko przez most i już jesteśmy na miejscu... Z małym rozbrykanym dzieckiem. Które nie usiedzi na jednym miejscu dwóch minut. A zamiast podziwiać uroki cudów miasta, wciskało się pod kopyta koniom ciągnącym dorożki... A te wszystkie atrakcje z torbami i torebkami i jeszcze innymi torebeczkami, które jakoś tak się namnożyły podczas pakowania. W końcu nigdy nie wiesz co Ci się przyda (nie, nie jestem mistrzem pakowania, a tą podróżą pociągiem mój M. chciał mnie nauczyć pakowania z głową. To ci się udało, stary. Zamiast sześciu par butów wzięłam tylko cztery, ale poza tym to Ty się nanosiłeś, więc spoko...😉)



Generalnie, miała to być nasza "podróż życia". Zaplanowana do ostatniej chwili. Nakupiłam przewodników, mapę nawet kupiłam... Zaplanowałam całe trzy dni, dokąd pójdziemy, gdzie i co zjemy, o której godzinie wrócimy do hotelu, a nawet kiedy pójdziemy spać... Ale z tego wszystkiego, jak zawsze u Mistrza Chaosu (to ja, kłaniam się) wyszło nic... Albo jeden wielki chaos, jak wolicie. Błąkaliśmy się po mieście, bez celu, przytłoczeni gwarem, milionem turystów (a myślałam, że Stare Miasto w Bratysławie jest przepełnione przyjezdnymi...), kręciliśmy się w kółko, między uliczkami, gubiąc drogę, a w końcu i cel... Od słowa do słowa, kolejna kłótnia i to dziecko, które nie przestawało wrzeszczeć ani na moment. W końcu zasnęło, a my bez słowa, obrażeni na siebie, wciąż błądząc, drogą chyba przez Wadowice, wróciliśmy do hotelu... Kiepsko to wyglądało, ale miło wspominamy ten #naszkraków





Widzicie tęczę? 🌈







O hotelu rozpisywać się Wam nie będę, bo za reklamę nikt mi tutaj nie zapłaci. Hotel jak to hotel w Krakowie, tani nie był, ale mieliśmy jakąś zniżkę skądś-tam. Więc z eurosami, przeliczonymi na złotówki - dało radę. Ale jeśli chodzi o miasto to poza, oczywiście klasyką (Stare Miasto, Wawel, Smok, Wisła, Kazimierz...) furorę zrobiła u nas... PAPUGARNIA! (W tym miejscu również, reklama nie została opłacona, ale naprawdę to miejsce jest tego warte!) Jeśli jeszcze tam nie byliście, naprawdę polecam. Można w cztery oczy zobaczyć się z papugami, małymi, wielkimi... pozwolić, żeby właziły nam na głowę, ramiona... Można zrobić sobie z nimi zdjęcie i nakarmić! Naprawdę super sprawa. Chociaż, jeżeli wybieracie się tam z dzieckiem, to zastanówcie się czy Wasz malec nie jest a) za młody na taką zabawę, b) zbyt bojaźliwy. Nasza Pola, mimo iż uwielbia wszystkie żyjące stwory, robactwa się nie boi, do kotów, psów, ptaków wszelkiego rodzaju podbiega, bez zastanowienia, to przy papugach wymiękła. Nie bardzo wiedziała jak się w ich towarzystwie zachować no i... bardzo szybko musieliśmy opuścić to miejsce. Za wstęp zapłaciliśmy 30 zł (za całą naszą trójkę, a właściwie dwójkę, bo maluchy wchodzą za darmo). 


A tu macie dokładny adres: Rynek Główny 23/3, 31-008 Kraków


 


Chorzów - Ogród Zoologiczny 

ZOO. ZOO jak ZOO. To chorzowskie prawie się nie zmienia. Z upływem lat, jak ludzie, zwierzęta umierają ustępując miejsca innym młodszym osobnikom... Park Śląski, znajdujący się w moim mieście. W moim ukochanym Chorzowie (tak, trzeba o tym mówić, bo sąsiednie miasta - Katowice, Siemianowice starają się przywłaszczyć sobie część terytorium tego ogromnego obszaru, rozpisując gdzie się da bzdury w stylu "Park Śląski znajduje się na terytorium trzech miast..." No, no pewnie #lokalnypatriotyzm) to miejsce niesamowite. Jeśli kiedyś będziecie w okolicy, musicie się tam wybrać. Poza wspaniałym, rozległym parkiem takim z całkowicie zalesionymi obszarami i z częścią gdzie są alejki dla spacerowiczów mamy tu Planetarium, i kolejkę linową "Elka", Stadion Śląski, który kiedyś na pewno skończy się odnawiać... i Rosarium, Wesołe Miasteczko, które zostało ostatnio całkowicie odnowione i przemianowane na park rozrywki LEGENDIA. No i oczywiście ZOO. Oczywiście atrakcji jest tam o wiele więcej, ale nie o tym miałam się rozpisywać... Więc do rzeczy. Pola uwielbia zwierzaki, więc postanowiliśmy zabrać ją do ogrodu zoologicznego. Poza tym, po wycieczce do bratysławskiego ogrodu ze zwierzakami, chciałam pokazać M. jak wygląda ZOO z prawdziwego zdarzenia (no dobra, może i to nasze śląskie pozostawia wiele do życzenia, ale musielibyście zobaczyć ten malutki ogródek w BA). Było fajnie, chociaż nie udało nam się zobaczyć wszystkich zwierzaków, a Pola w połowie wycieczki była tak marudna, że myślałam, że podrzucę ją małpom do klatki... 🙈🙉🙊

Dodam jeszcze tylko tyle, że tutaj furorę zrobił Pan Miś - Śmietnik i wielka plastikowa (a może jednak drewniana??) Krowa do dojenia w Mini-Zoo. Całkowicie natomiast ominęliśmy Jurapark. M. stwierdził, że nie ma co oglądać wielkich kamieni, które wyglądają jak coś co możliwe, że kiedyś żyło... Dobrze, że dziecko jeszcze nie rozumie. 

















Tarnowskie Góry - Aquapark 

Woda, zwierzęta, muzyka... Trzy największe miłości mojej córki. Myślę, że gdyby dać jej to wszystko i zostawić samą, nie tęskniłaby nawet za mamą. 
Zabawa była świetna, Młoda mogłaby tak się chlupać cały dzień... 





Tak tak, wiem nie były to żadne wakacje marzeń. Nie byliśmy w żadnym modnym, egzotycznym, super wakacyjnym miejscu, ale... Żadne z nas nie jest mistrzem planowania. Zwykle za planowanie czegokolwiek zabieramy się na ostatni moment... A wakacje last minute? Jakoś nie jestem przekonana... W każdym razie, szykują się u nas OGROMNE, OGROMNE ZMIANY. Więc na żadne porządne wakacje nie mamy ani czasu, ani głowy... A o czym mówię? Dowiecie się wkrótce... 

Tymczasem żegnam Was! Buziaczki i życzę dobrej nocy. A raczej tego co mi z niej zostało. Dobranoc moi kochani 💗

Komentarze

  1. o, nie miałam pojęcia o tej papugarni ;) wybiorę się tam podczas kolejne wizyty w Krakowie ;) a co do wakacji samych w sobie- wcale nie potrzeba tropików by spędzić cudowny czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, że jest tam tak piękne! I to w Polsce! :)
    Pozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)

    OdpowiedzUsuń
  3. My wybieramy się do Pl we wrześniu i chciałabym się do Krakowa przejechać bo ostatnio to tylko lotnisko tam "zwiedzaliśmy" :-) Moja też uwielbia zwierzaki, więc ta papugarnia jak najbardziej nam pasuje :-) A Wam dużo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Wam dużo udało się zobaczyć przez te 2 tyg. My to zwykle w jedno miejsce tylko jedziemy, a tak to krążymy między moim rodzinnym domem a męża. Mam nadzieję że w tym roku będzie inaczej i więcej miejsc odwiedzimy.

      Usuń

Prześlij komentarz